W poprzednim artykule (TUTAJ) obiecałam, że  napiszę, przed czym to uciekałam przez ostatnie 20 lat, a może i dłużej. Jak do tego doszłam, i co  zmieniło się w moim życiu? Czy Ty też możesz coś odkryć i zmienić jakość swojego życia? Te kilka pytań powyżej- może Cię zaintrygowały, może zaciekawiły, a może są też Twoimi pytaniami. Jeżeli tak- to poczytaj,  nie tylko oczami, ale sercem. Bo napiszę o drodze do mojego serca. Jak wiesz, jestem konsultantem, trenerem, zajmuję się inspirowaniem ludzi do zmiany, dawaniem pozytywnego kopa, poszukiwaniem twoich mocnych , znajdowaniem twojego celu Duszy. O i właśnie- niby taka mądra, pomagająca, dostrzegająca , a sama się oszukiwałam lat blisko 20.

Jak zaczęła się moja zmiana , jak otworzyłam swoje serce i stanęłam w prawdzie? Lipcowy wieczór.  Kolacja, herbatka, białe wino, ciepło, miło. Siedzę w domu z moją serdeczną przyjaciółką, która zajmuje się ustawieniami hellingerowskimi. ( To metoda pracy w tzw. Polu rodzinnym, możesz też ustawiać różne aspekty swojej osobowości) . Ania mówi – co byś chciała ustawić sobie? Hmm, pomyślałam. Właściwie nic, bo wszak sama pracuję z ludźmi, zajmuję się inspirowaniem ich, pracuje technikami kwantowymi.Czyli- no już jestem ” doskonała” :)). Jak nic- wszytko jest w porządku ze mną. Tak była pierwsza myśl. Jak się potem okazało – fałszywa,  samoobronna ( och- jak ja o tym klaruję ludziom, jak klaruję – a sama?). Ale od słowa do słowa, no dobrze- to bym ustawiła energię mężczyzn versus moja energia jako osoby, jako kobiety .

I tak zaczęła się moja zmiana. To co zobaczyłam w tym ćwiczeniu- to  ucieczkę energii męskiej ode mnie, moją pogardę, a potem smutek bycia odrzuconą. Taki widoczek. Jak obuchem w łeb. Czasem trzeba. Nawet warto. Po dobroci nie dociera.:). I pytanie dlaczego, skąd? Czasem nie warto analizować, a czasem samorzutnie pojawiają się odpowiedzi.

Jak sprytnie uciekłam w pracę, i zbudowałam sobie tożsamość – trenera biznesu, samodzielnej  i dzielnej Aśki, co to wszystko ogarnia, i definiuje siebie przez pryzmat poprowadzonych szkoleń i coachingów. To było 100%.

Czego i kogo tu zabrakło? Odpowiedź: – kobiety, miłości. Tak. 20 lat z zatrzaśniętym sercem, lękiem przed odrzuceniem, sprytnie zawoalowana w postać nawet „duchowego naprawiacza” i z dużym brzuchem, kumplostwem, maskowatością, żeby nikt mnie nie dotknął, BO ODRZUCI.

Uff, i co teraz. I co, jak już do mnie dotarło – jak sprytnie, pomagając innym odkrywać siebie, sama zakryłam i zamaskowałam się. Tak szczelnie, że nawet o tym nie wiedziałam. Pora zdjąć maskę  lęku odrzucenia. Zdjęłam- zmiany zaczęły się  same. Zeszczuplałam, czuję się kobieco, zadbałam o siebie zewnętrznie i wewnętrznie. Zaczęłam mówić o swoich uczuciach, poznałam je, nazwałam, zakomunikowałam.

Otworzyłam  serce, stanęłam w prawdzie,  trzymam się siebie. I ty- otwórz serce, stań w prawdzie, trzymaj się siebie – TO  uzdrawia. Miłość uzdrawia. Ta bezwarunkowa, najpierw do siebie samego. Ty nią jesteś. I zawsze byłeś.