Pewnie znasz to powiedzenie, że aby coś zmienić trzeba wyjść poza strefę komfortu. I tak powtarzamy tę frazę, moim zdaniem, często bezmyślnie.
Tak – bezmyślnie.

Zastanów się.

Jakim naprawdę komfortem jest dla Ciebie tkwienie w pracy, której nie lubisz, ale jesteś z obawy, że nie znajdziesz lepszej?  Albo, że nie dostaniesz takiego samochodu gdzie indziej? Jakim komfortem jest relacja, w której nie ma żadnych uczuć, tylko tkwisz w poczuciu obowiązku i winy, a nazywasz to na przykład poczuciem bezpieczeństwa? Jakim komfortem jest bycie niezależnym singlem, kiedy tak naprawdę boisz się bliskości i otwartości?

Komfort – to synonim tego, co dla nas dobre, wygodne, lekkie, przyjemne.

A tu, ten, tak zwany, „komfort”- to strefa, w której czujesz się źle, szukasz usprawiedliwień, uzasadnień, teorii do istniejącego stanu rzeczy, czekasz na – a może coś się wydarzy. Taki komfort – JAK SIEDZENIE NA ODWRÓCONYM KRZEŚLE. I tylko czasem coś Ci mówi (czasem cichutko, czasem krzyczy: ŚCIEMNIASZ, ŚCIEMNIASZ, ŚCIEMNIASZ – sam przed sobą).

A co, jeśli nazwiemy to strefą lęku?

Albo mocniej. Strefą samooszukiwania się, wymówek i usprawiedliwień. A co się stanie, jeżeli lęk nazwiesz BRAKIEM INFORMACJI? Brakiem informacji o  obie, o tym, czego naprawdę chcę, co mnie cieszy, co zamienia moje życie w święto. To już lżej, prawda? Bo informacji zawsze można poszukać. A jak już poszukasz informacji, to zaczynają pojawiać się inne, nowe rozwiązania.

Moim zdaniem, to o to chodzi.

My tkwimy w tej strefie „ściemniania”, wcale nie z obawy przed nowym. Tkwimy, bo to, co jest – znamy, chociaż nas uwiera. Uwiera, boli, ale w znajomy i przewidywalny sposób. A zmiana i opuszczenie tej strefy zaczyna się, kiedy tego, co uwiera, już nie dajesz rady nazywać poczuciem bezpieczeństwa, niezależnością, wygodą. Już sam nie wierzysz w swoje uzasadnienia (a czasem takie samo oszukiwanie trwa całe lata).

Opuszczenie tej strefy bywa bolesne.

Ale to, co czujesz potem…, przypomnij sobie. Przypomnij sobie takie decyzje, kiedy coś wzbierało, wzbierało, rosło w Tobie. Tak jakby woda napierała z dużym ciśnieniem na szybę. Coraz mocniej, nieuchronnie, poza kontrolą. A potem TRZAASK… I jakbyś odzyskał siebie, z nowym oddechem, nowymi siłami, jakby wszystko stało się jasne.

O tym, jak z wyjść ze STREFY LĘKU – w następnym odcinku.